niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 2



Rozdział 2
  Boże, oczy same mi się zamykają… A to dopiero pierwsza lekcja! Chyba zaraz zwariuję. Może by tak poudawać chorą i zerwać się ze szkoły? Wtedy chociaż bym się wyspała. Hmmm…. Całkiem niezły pomysł :D  Ale z drugiej strony – góry  lekcji do odrobienia. Ugh…. Mam dość !
   Nagle z zamyślenia wyrwał mnie głos nauczyciela:
- Panno O’conell! Wiemy, że nie jesteśmy tacy ciekawi jak Ty, ale proszę łaskawie wrócić do nas!!
I nagle zdałam sobie sprawę, że wszystkie oczy są wlepione we mnie, a ja od kilku minut stoję bezczynnie.
- Słucham Pana. Z łaski swojej, proszę sie tak na mnie nie drzeć!
-Dobrze, Księżniczko. – Boże jak ja go nie cierpię! - Mariusz i Dagmara, przepraszam Księżniczka wybierają drużyny do nożnej.
Po kilku minutach w mojej drużynie był Michał, dwóch chłopaków z mojego rocznika i pięciu klasy mojego przyjaciela. Jednym słowem ja i ośmiu chłopaków. U Mariusza było kilka laluń oraz trzech chłopaków, chyba z jego klasy (nie znałam ich).
- O’conell, Twoja drużyna zaczyna – rzucił nauczyciel [czytaj: stary idiota] gdzieś sobie poszedł.
  Nagle poczułam, że ktoś trzyma mnie za ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam…. Mariusza.
- Czego chcesz ?! – warknęłam.
- Oj, Słońce, nie bądź taka zła. – wyszczerzył się.
- Spierdalaj. Nie jestem Twoim słońcem i nie szczerz się tak, bo zaraz zdejmę Ci ten uśmieszek z tej idiotycznej mordy !
- Dobra, już. Spokojnie. Mam dla Ciebie małą propozycję.
- Jeśli znowu chodzi o jakąś randkę, to radzę się odsunąć, bo zaraz zęby powybijam ! –syknęłam.
- Tym razem nie chodzi o randkę, tylko o wyjście do klubu. – Zrobił krok do tyłu (co mnie bardzo rozśmieszyło) i mówił dalej. –Zawrzyjmy układ. Jeśli przegram, to nie odezwę się do Ciebie przez tydzień….
-Miesiąc. –przerwałam mu.
-Ok. Przez miesiąc. Ale jeśli wygram, to w sobotę całą paczką pójdziemy na imprezę. Stoi ?
- Pod warunkiem, że to nie będzie randka. Oczywiście, jeśli wygracie, w co bardzo wątpię. :D
- Okej. Więc jak, stoi ?? – wyciągnął w moją stronę dłoń.
- Stoi. – uścisnęłam ją i ze świętą pewnością wygranej ruszyłam na boisko.

Koniec lekcji. Szatnia.
- Fuck! Fuck! Fuck! – wbiegłam krzycząc.
-Oj, O’conell co Ci? Humorek nie dopisuje? – odezwała się Agnieszka [czytaj: blondi] – mój odwieczny wróg. Czasami się dziwię jak one mówią z tą toną tapety na twarzy!
-Plastik, zamknij się ! – w to zdanie włożyłam tyle jadu ile tylko się dało.
-Oooo… Ktoś tu nie umie przegrywać. – uśmiechnęła się.
- Jeśli nie wiesz o co w ogóle chodzi, to zamknij swoją wstrętną mordę i nie obrzydzaj innym życia. – Trzaskając drzwiczkami szafki wyszłam na korytarz.
   Nie do wiary! Przegraliśmy 10:9!! Tylko dlatego, że ten plastik zaczął flirtować z chłopakiem z klasy Michała. Nie cierpię tej żmii! Na pewno do jutra puści jakąś plotkę pt.: „Nasza słodka O’conell pokazuje swój hiszpański temperament ”. Wspominałam już, że jej nienawidzę ?!
   Na szczęście lekcje minęły mi szybko. Ostatnią mieliśmy biologię. Przez cały czas siedziałam jak na szpilkach, a w uszach słyszałam już mruczenie mojego skarba. Kiedy zadzwonił dzwonek wybiegłam na plac. Ku mojemu zdziwieniu, przy mojej HONDZIE stał ……

1 komentarz:

  1. Mmm... fajny blog.. muszę przeczytać dziś w nocy cały. A teraz zapraszam..
    http://alexisandnela.blogspot.com/2014/08/rozdzia-11-droga-ta-cholerna-droga-do.html?m=1
    Ps. będzie jeszcze jeden długi tu ode mnie komentarz jak przrczytam całość

    OdpowiedzUsuń