Rozdział 2
Boże, oczy same mi się zamykają… A to
dopiero pierwsza lekcja! Chyba zaraz zwariuję. Może by tak poudawać chorą i
zerwać się ze szkoły? Wtedy chociaż bym się wyspała. Hmmm…. Całkiem niezły
pomysł :D Ale z drugiej strony –
góry lekcji do odrobienia. Ugh…. Mam
dość !
Nagle z zamyślenia
wyrwał mnie głos nauczyciela:
- Panno O’conell! Wiemy, że nie jesteśmy tacy ciekawi jak
Ty, ale proszę łaskawie wrócić do nas!!
I nagle zdałam sobie sprawę, że wszystkie oczy są wlepione
we mnie, a ja od kilku minut stoję bezczynnie.
- Słucham Pana. Z łaski swojej, proszę sie tak na mnie nie
drzeć!
-Dobrze, Księżniczko. – Boże jak ja go nie cierpię! -
Mariusz i Dagmara, przepraszam Księżniczka wybierają drużyny do nożnej.
Po kilku minutach w mojej drużynie był Michał, dwóch
chłopaków z mojego rocznika i pięciu klasy mojego przyjaciela. Jednym słowem ja
i ośmiu chłopaków. U Mariusza było kilka laluń oraz trzech chłopaków, chyba z
jego klasy (nie znałam ich).
- O’conell, Twoja drużyna zaczyna – rzucił nauczyciel
[czytaj: stary idiota] gdzieś sobie poszedł.
Nagle poczułam, że
ktoś trzyma mnie za ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam…. Mariusza.
- Czego chcesz ?! – warknęłam.
- Oj, Słońce, nie bądź taka zła. – wyszczerzył się.
- Spierdalaj. Nie jestem Twoim słońcem i nie szczerz się
tak, bo zaraz zdejmę Ci ten uśmieszek z tej idiotycznej mordy !
- Dobra, już. Spokojnie. Mam dla Ciebie małą propozycję.
- Jeśli znowu chodzi o jakąś randkę, to radzę się odsunąć,
bo zaraz zęby powybijam ! –syknęłam.
- Tym razem nie chodzi o randkę, tylko o wyjście do klubu. –
Zrobił krok do tyłu (co mnie bardzo rozśmieszyło) i mówił dalej. –Zawrzyjmy
układ. Jeśli przegram, to nie odezwę się do Ciebie przez tydzień….
-Miesiąc. –przerwałam mu.
-Ok. Przez miesiąc. Ale jeśli wygram, to w sobotę całą
paczką pójdziemy na imprezę. Stoi ?
- Pod warunkiem, że to nie będzie randka. Oczywiście, jeśli
wygracie, w co bardzo wątpię. :D
- Okej. Więc jak, stoi ?? – wyciągnął w moją stronę dłoń.
- Stoi. – uścisnęłam ją i ze świętą pewnością wygranej
ruszyłam na boisko.
Koniec lekcji. Szatnia.
- Fuck! Fuck! Fuck! – wbiegłam krzycząc.
-Oj, O’conell co Ci? Humorek nie dopisuje? – odezwała się
Agnieszka [czytaj: blondi] – mój odwieczny wróg. Czasami się dziwię jak one
mówią z tą toną tapety na twarzy!
-Plastik, zamknij się ! – w to zdanie włożyłam tyle jadu ile
tylko się dało.
-Oooo… Ktoś tu nie umie przegrywać. – uśmiechnęła się.
- Jeśli nie wiesz o co w ogóle chodzi, to zamknij swoją
wstrętną mordę i nie obrzydzaj innym życia. – Trzaskając drzwiczkami szafki
wyszłam na korytarz.
Nie do wiary!
Przegraliśmy 10:9!! Tylko dlatego, że ten plastik zaczął flirtować z chłopakiem
z klasy Michała. Nie cierpię tej żmii! Na pewno do jutra puści jakąś plotkę
pt.: „Nasza słodka O’conell pokazuje swój hiszpański temperament ”. Wspominałam
już, że jej nienawidzę ?!
Na szczęście lekcje
minęły mi szybko. Ostatnią mieliśmy biologię. Przez cały czas siedziałam jak na
szpilkach, a w uszach słyszałam już mruczenie mojego skarba. Kiedy zadzwonił
dzwonek wybiegłam na plac. Ku mojemu zdziwieniu, przy mojej HONDZIE stał ……

Mmm... fajny blog.. muszę przeczytać dziś w nocy cały. A teraz zapraszam..
OdpowiedzUsuńhttp://alexisandnela.blogspot.com/2014/08/rozdzia-11-droga-ta-cholerna-droga-do.html?m=1
Ps. będzie jeszcze jeden długi tu ode mnie komentarz jak przrczytam całość